piątek, 2 stycznia 2015

# OFICJALNY KONIEC BLOGA. #

Prędzej czy później musiało do tego dojść...
Gdzie moje maniery?
Witajcie kochani (o ile jeszcze mogę was tak nazywać).
Właśnie dzisiaj, teraz, w tej minucie, nadchodzi ten ostateczny moment.

Chyba powinnam zacząć od wyjaśnień. Należą się wam one.

Pomysł na to, by odejść siedzi w mojej głowie od kilku tygodni. Zmieniały się tylko jego terminy. Najpierw chciałam odjeść w dzień rocznicy bloga, ale doskonale pamiętałam obietnicę, którą złożyłam pewnej dziewczynie i po prostu musiałam jej dotrzymać. Dodatkowo dostałam kilka maili z gratulacjami, podziękowaniami i... No kurde, możecie sobie myśleć co chcecie, ale ja też mam serce i uczucia, i po prostu nie mogłam zniknąć w tamtej chwili.
Potem Sylwester, czyli stosunkowo niedawno, bo dwa dni temu. Ale nie miałam na to wtedy siły. Kończył się rok, podobnie jak wiele innych ważnych w moim życiu aspektów.
Ale dzisiaj, mam już dość energii, by to zrobić.
No, ale wracajmy do powodu...
Odkąd się "przebranżowiłam" wszystko zaczęło się psuć. Nie wiem... Może to przez to, że wcześniej niektórzy czytali mnie dla parringu, a może dlatego, że teraz moje opowiadania do was nie trafiają. Jakoś... Odkąd poszłam do liceum i "dojrzałam" do innej tematyki, wszystko legło w gruzach. Została ze mną garstka najwierniejszych czytelników i to w sumie tylko dla nich pisałam. Może nie zbyt często, bo po prostu nie miałam na to wszytko czasu, ale... jednak mimo wszystko byłam.

Spotkałam się z kpiącym pytaniem "co taka młoda osoba jak ja może wiedzieć o życiu?" , albo "te Twoje problemy to zapewne jakieś głupoty, po prostu nie chcesz pisać i tyle".

NIE. To nie jest tak. Co wiem o życiu? Jestem młoda, a nawet bardzo młoda i wielu rzeczy nie wiem. To prawda, ale mimo wszystko... Codziennie rano wstaje, jak każdy inny człowiek. Zaczynam swoje szare życie. Jadę do szkoły. Jestem w szkole. Wracam ze szkoły. Jestem w domu. Uczę się. Idę spać. I tak w kółko, faktycznie - to nie wygląda jak obraz doświadczonej życiem osoby, ale... Mam oczy i na każdym kroku obserwuje wszystko to, co mnie otacza. Jak dotąd tylko jedno opowiadanie, które tu umieściłam miało związek z moim życiem. Reszta to tylko to, co zaobserwowałam u kogoś.

Ale dobra, to nie jest aż tak istotne.

Spotkałam się też ze stwierdzeniem, że się wypaliłam. Być może i to jest prawdą. Jakoś... Nie mam już tej iskry. Mam wiele pomysłów, chęci, ale za to nie mam czasu. I to jest głównym powodem.  Po za tym... Aktualnie znacznie łatwiej mi się pisze wiersze.  Chyba wychodzą mi lepiej, jak te całe "historyjki". Przynajmniej moim zdaniem.  Po za tym teraz mam bardzo dużo problemów, zmartwień... Im jestem starsza, tym jest trudniej utrzymać wszystko w porządku. Zupełnie tak, jakby każda ze spraw zaczynała żyć swoim życiem. Ogarnięcie tego jest niemal niemożliwe, ale ja mimo to muszę podjąć tę niekończącą się walkę.

A dzisiaj... Dzisiaj jest drugi dzień nowego roku. Chyba idealny moment na to, by poukładać pewne spawy. Wnioski, do których doszłam możecie zauważyć w nagłówku i całości tej dziwnej treści.

Postanowiłam, że usunę wszystkie posty z opowiadaniem "Nazywam się Nicolas Michael Grind", ale nie martwcie się - tylko z tym. Dlaczego? Bo to niedokończona historia, za którą wezmę się jak tylko znajdę chwilę. Ale nie udostępnianie jej nigdzie.

Chciałabym podziękować wszystkim tym, którzy tu wytrwali. Tym, którzy są tu od 3 listopada 2013r.  i tym, którzy doszli w takz. "międzyczasie". Też bardzo chciałabym podziękować tym, którzy dopiero zajrzą w szeregi tego bloga. Wiecie? Dziękuje wam wszystkim - tym, którzy chociaż raz o mnie pomyślą po odejściu. Po prostu... Kurde, dziękuję wam za to, że byliście, jesteście i dziękuję wam jeśli będziecie.

Założenie tego bloga było najlepszą decyzją jaką podjęłam w 2013r. Nie żałuje jej, jednak swojej obecnej decyzji też nie cofnę. To już jest koniec. "Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść". I właśnie dzisiaj nadszedł ten moment.

Przepraszam, że nie ma pożegnalnego opowiadania ani nic takiego... Ale jakoś nie miałam do tego głowy. Za to mam propozycję... na pożegnanie, niech każdy z was przeczyta jakieś z dotychczasowych opowiadań. Miniaturkę, jakiś rozdział, Moment... Coś, co podobało wam się najbardziej.

I na koniec...

Ja byłam w waszym życiu jedynie "przygodą". Czymś co szybko się pojawiło i równie szybko odeszło. Ale mam nadzieję, że moje "nauki" i wszystko to, co starałam się wam tu przekazać zostanie w waszych sercach. Może to nie jakaś super prośba, ale mam nadzieję, że tak się stanie. Bądźcie otwarci na świat. On wtedy może wam zaoferować znacznie więcej.

Dziękuję wam za wszystko. Za to, że Nikoletta stała się taką postacią, jaką ja chciałabym być w prawdziwym życiu. To tylko wasza zasługa.

I... To nie jest tak, że teraz po przestaniu pisania na tego bloga, on zniknie. On będzie. I ja też będę. Ale tylko jako czytelnik, obserwator... nie wiem jak to nazwać. Jeśli chcecie zostawić jakiś komentarz - ja go przeczytam. Każdy z waszych komunikatów. Ale jeśli chcecie żebym została - nie proście mnie o to. I tak wystarczająco dużo kosztuje mnie odejście.

A teraz chyba ostatni punkt....
Dziękuję, po raz kolejny.
żegnajcie,
Nikoletta.


                                                   Data założenia bloga: 03.11.2013r.
                                                   Data zakończenia bloga: 02.01.2015r.