środa, 15 lutego 2017

02.


~02. To, że nie widzisz kresu swej wędrówki nie znaczy, że Twoje niebo nie kryje się za kolejnym zakrętem.




Nie pamiętam jak wróciłam do domu, ale nie zrobiło to na mnie szczególnego wrażenia. Nie pierwszy raz to się zdarzyło.
  Przyłożyłam głowę do chłodnej poduszki i pozwoliłam sobie na chwilę słabości. Gorące zły plamiły miękki materiał zostawiając na nim różnokształtne wzory.  Czemu jestem taka głupia? Czemu nie potrafiłam po prostu o nim zapomnieć? Albo skoro nie umiałam tego zrobić, to czemu nie zapomniałam o tych pięciu  latach pustki?
Zawsze chciałam mieć normalne życie. Dokładnie takie, jakie było zanim Francesco wyjechał. Ale nie na wszystko miałam wpływ, nie mogłam go zatrzymać, a teraz nie mogę zmienić tego, co czuję.  Nie wiem jak wyglądał bez niego świat, bo zamknęłam się przed każdym jego elementem.  Przerażała mnie rzeczywistość, w której nie było jego.
 Jego uśmiechu. Jego głosu.  Jego oczu, w których po raz pierwszy zobaczyłam prawdziwą miłość.
Próbowałam nauczyć się żyć bez niego przez pięć lat, cholernie długich pięć lat. I tylko po to by zrozumieć, że jest to niemożliwe. I Słońce, i Ziemia kręciły się tylko wokół niego, a ja jako niepotrzebny balast w każdej chwili mogłam wypaść w przestrzeń kosmosu.
Przypomniałam  sobie dzisiejszą reakcje, gdy  go zobaczyłam.  Może mój umysł nie dojrzał do tego, by mu wybaczyć, ale moje ciało zrobiło to, gdy tylko poczuło jego obecność. Każdy bodziec, wszystko to, co sprawiało, że żyję jakby rozkwitło. Powietrze przestało mnie dusić, a serce zaczęło wreszcie wybijać odpowiedni rytm. To Francesco był przyczyną i centrum każdego procesu zachodzącego w moim organiźmie, i bez względu na to co zrobił, a czego nie, to się nie zmieniło.

 Nagle rozległo się pukanie do drzwi,  bez chwili wahania podeszłam do nich i je otworzyłam. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że jestem rozmazana i wyglądam jak półtora nieszczęścia. Do pełni świadomości przywróciło mnie zasmucone spojrzenie Vanessy z charakterystyczną zmarszczką pośrodku czoła. Dla niej widok mnie w takim stanie był już niemal normą.
- Francesco wrócił. – oznajmiła jak gdyby nigdy nic zdejmując buty.
- Rozmawiałam z nim – odparłam starając się ukryć rozpacz, która łamała mnie od środka.
- To… co Ty tutaj robisz? Czemu nie jesteście razem ? – spytała delikatnie starając się wybadać teren.
Stanęłam do niej tyłem. Nie chciałam by po raz kolejny patrzyła na moje łzy, które tym razem leciały z mojej winy. No, może nie tyle z mojej, co na własne życzenie.
- Lily? – odchrząknęła – Mogłabyś mi odpowiedzieć?
Nadal milczałam. Miałam nadzieję, że zrozumie mnie bez słów.
- Nie wróciliście do siebie… - zgadła. – Ale… Przynajmniej dogadaliście się jakoś?
Wzięłam głęboki oddech.
- Okłamał mnie. Vini… on wiedział, że wróci a mimo to powiedział mi wtedy, że to ostatnie nasze spotkanie, rozumiesz?   On… okłamał mnie… I jeszcze mówił, że to dla mojego dobra.
Przyjaciółka podeszła do mnie i spojrzała w moje zapłakane oczy.
- Powiedział Ci coś więcej? – spytała delikatnie.
- T- tak … - wyjąkałam. – Że mnie kocha . I że nie wyobraża sobie beze mnie życia. Ale ja nie umiałam… Nie potrafiłam… Vini, ja poczułam się zdradzona! Jak pomyśle, że mogłam nie cierpieć tak przez cały ten czas wiedząc, że moja nadzieja jest uzasadniona…
Przyjaciółka przytuliła mnie tak jak wcześniej Francesco, co spowodowało, że jeszcze bardziej się rozkleiłam. Nie byłam w stanie utrzymać emocji na wodzy. To jedno spotkanie zniweczyło wszystkie moje starania, by jakkolwiek poukładać swoje myśli.
- Porozmawiam z nim. Lily, a czy ty… Czy ty jesteś pewna, że nie potrafisz mu tego wybaczyć?
Odsunęłam się od niej i powróciłam na łóżko.
- Ja… Chcę o nim zapomnieć, ale nie umiem… Przez cały ten czas próbowałam, ale to nie możliwe, bo… Kocham go.  Kocham i właśnie dlatego nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzić.
- No to w czym problem? Wydaje mi się teraz , że szukasz dziury w całym. On tutaj wrócił dla Ciebie, przeprosił, wyznał ci miłość a Ty…
- A ja pamiętam to, jak się czułam po tym, jak zniszczył ostatnie pięć lat mojego życia.…. – dokończyłam za nią.
- Postaw się teraz w jego sytuacji…  Fran to też mój przyjaciel i wiem, że jemu też nie było łatwo. Wiesz co on  przeżywał, kiedy musiał odejść od osoby, którą kocha? Albo jak bardzo zraniło go to, że własna rodzina kazała mu to zrobić? Nie wiesz, Lily, oczywiście, że nie wiesz.  Nie umniejszam twojego cierpienia, ale zastanów się nad tym, czy jesteś jedyną osobą, której świat się wtedy zawalił. Każde z nas odczuło jego wyjazd. Liam był jego najlepszym przyjacielem, byli jak bracia.  Dla mnie też był ważny. Wiesz, że gdyby nie on to w życiu bym się nie pozbierała po próbie samobójczej Nelly. Wszyscy ponieśliśmy statę, ale każde z nas miało resztę jako wsparcie. A Fran... A Fran był tam sam. Z rodzicami, którzy nie wyściubili nosa z firmy nawet w święta i ze znajomymi, których nie widział przez osiem lat.  Dodajmy do tego to, że jedyna osoba, na której mu niewyobrażalnie zależało była załamana jego wyjazdem i nie było szansy, by mógł ją pocieszyć.
Pokręciłam głową.
- Miałaś z nim kontakt? – spytałam po chwili.
Dziewczyna lekko się speszyła.
- Vansesso, miałaś kontakt z Francesco?
Spuściła wzrok na puchaty, fioletowy dywan. Cisza mówiła sama za siebie. Nie wiedziałam co mnie bardziej zabolało.  To, że nawet Vini nie była wobec mnie uczuciwa, czy to, że dla odmiany każde wcześniej powiedziane przez nią słowo było najprawdziwszą prawdą.
- Ja chciałam Ci powiedzieć, ale on mnie prosił, żebym tego nie robiła… - zaczęła – Nie chciał ci bardziej komplikować życia. Wiedział, że jeśli zostawi Ci nadzieję, nigdy nie pójdziesz naprzód.  A ja… Widziałam jak cierpisz… nie chciałam Ci dokładać jeszcze od siebie…  To była decyzja Francesco. Musiałam ją uszanować czy mi się to podobało, czy nie.
Spojrzałam na nią. Złość, którą czułam jeszcze chwilę wcześniej zelżała.  Westchnęłam cicho. To nie ona była winna temu wszystkiemu. 
- Co Twoim zdaniem powinnam zrobić?
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko, co świadczyło o poczuciu ulgi.
- Przede wszystkim zrobić coś z zapuchniętym oczami. – Odwzajemniłam uśmiech, chociaż był lekko skwaszony – A jutro… weźmiesz sobie wolne u Liama i pójdziemy na zakupy. Kupimy ci jakieś fajne ciuchy i pomogę ci przygotować kolację dla ciebie i Francesco. Co Ty na to?
Przyjrzałam się jej uważnie.
- Ja nie wiem czy chcę go widzieć, a ty chcesz nam zorganizować randkę?!
Vanessa westchnęła.
- Zaufaj mi, obydwoje tego potrzebujecie. Pobyć trochę ze sobą, poznać się na nowo... Nie musicie do siebie wracać, ale... Skoro aż tak przeżyliście to rozstanie, to chyba jednak powinniście się spotkać i porozmawiać. Chociażby z szacunku do tego, co kiedyś was łączyło.
Zmęczona ciężarem dzisiejszych przeżyć wzruszyłam ramionami.
- Wiesz w ogóle co się u niego działo przez ten czas? Gdzie się teraz zatrzymał? Cokolwiek? 
Przyjaciółka znowu spuściła wzrok na dywan.
- U Ciebie i Liama, prawda? – spytałam a ona lekko skinęła głową. – Dziękuję. - szepnęłam zaskakując tym samym zarówno ją jak i siebie.
Momentalnie podniosła zdziwiona głowę.
- Za co?
-  Bo… nie chciałabym, żeby był sam po tym co mu powiedziałam. Był naprawdę…
- Przygnębiony? – dokończyła za mnie. – Wiem, nie chciał powiedzieć co mu jest. Od razu poszedł do pokoju, w którym zostawił swoje rzeczy i zamknął za sobą drzwi na klucz. Nie chciał nawet widzieć Liama, co było co najmniej niepokojące. Domyśliłam się, że rozmawiał z Tobą, i że Ty musisz też być w nie najlepszym stanie.
- Tak… - westchnęłam. -  Nie wiem czemu tak się tym wszystkim uniosłam… Znaczy, wiem czemu. Skrzywdził mnie. Ale chyba, skoro wciąż mi na nim zależy, to radość z jego powrotu powinna przejąć stery nad złością, ze wyjechał.
Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie.
- A pamiętasz jak nie odzywałam się do Liama przez trzy tygodnie tylko dlatego, że zjadł moje ulubione żelki zarzekając się, że nie widział ich na oczy? – zaczęłam się śmiać – Albo jak zrobiłam mu awanturę na pół miasta, bo miał się ze mną zobaczyć o 20 a był o 19;30 ?
Teraz śmiałyśmy się już razem . Po chwili powiedziała:
- I nie dziwie się, że to cię zabolało. Fakt, mógł to jakoś inaczej rozegrać, ale… Mleko się wylało… On Cię na prawdę kocha, Lily. Nawet nie wiem czy nie bardziej niż Liam mnie.
- Hahaha , to jest chyba nie możliwe. – puściłam jej oczko – I wiesz co… Nie wiem czy powinnam czekać z tą rozmową do jutra.  - westchnęłam. - Chyba oboje potrzebujemy wyrzucić z siebie stare żale.
- Też tak uważam.
-W takim razie, mogłabyś wyciągnąć Francesco do naszego parku? Myślę, że tam najlepiej będzie nam się rozmawiało.
Dziewczyna zmarszczyła brwi nie rozumiejąc zbytnio mojej prośby. 
- Wiesz, która jest godzina?
Wzruszyłam ramionami.
- Taka jak każda inna. Dobra do tego, by wyprać niektóre brudy.
- Skoro tak uważasz... Zobaczę co da się zrobić, ale myślę, że jak powiem mu, że to Ty na niego czekasz, nie będzie problemu.
Przyjaciółka wyszła, a ja udałam się do łazienki, aby poprawić nieco będący w katastrofalnym stanie wygląd. Stanęłam przed lustrem i wpatrywałam się w swoje odbicie. Po chwili naszły mnie wątpliwości.
A co, jeśli to wszystko nie ma sensu?  Jeśli te pięć lat przekreśliło wszystko?  Jeśli... moje dzisiejsze zachowanie uświadomiło mu, że powrót do Londynu był złą decyzją? A co jeśli… zaprzepaściłam ostatnią szansę by być  z nim szczęśliwa?


6 komentarzy:

  1. Oj, jak smutno....
    Ja skomentuje, hehe :D
    Bardzo mi się podoba Twoje opowiadanie
    i już czekam na nexta

    Niech oni się pogodzą!!!

    Całuski Julie Walter
    i zapraszam do mnie!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałaś , żebym zajrzała , więc tak zrobiłam i nie żałuje
    Genialny rozdział ;*****
    Ta historia
    Nie mogę się doczekać kolejnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Boski! Jak to czytasz, to uczucia wydają się być takie prawdziwe... Jakby to się Tobie przytrafiło... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Jakbyś ty to przeżyła i po prostu opisywała to ze zmienionymi imionami <3

      Usuń
  4. Nie martw się za bardzo ilością komentarzy ;D - dopiero zaczynasz ;3
    Mniej nadzieje że to się zmieni ♥
    Lu i Vilu przyjaciółki ♥
    Hermoso ;3
    Idę czytać dalej < 3
    Ciao , xoxo .
    ~ Martyna .

    OdpowiedzUsuń
  5. Idę po ręcznik, bo znowu będę ryczeć.

    OdpowiedzUsuń